czwartek, 6 czerwca 2013
szuflady z myślami
Coś co nazywamy skojarzeniami jest dziwne i mnie osobiście czasami przeraża. Przez nie możemy doznać ,,błysku" na temat własnej osoby. Wad bądź zalet, nie ważne czego.... To zjawisko zachodzi codziennie. Myśląc o tym lub nie, to się po prostu dzieje. Czasami kiedy oglądam jakieś sytuacje bądź znajduje się w danym miejscu mam wrażenie że coś we mnie powoli pęka... przechodzi tą delikatną granice i wychodzi ponadto wprawiając mnie w dziwny stan umysłu którego sam nie jestem w żaden sposób w stanie zinterpretować. Nie jestem ani smutny, ani wesoły.... ani zły....ani spokojny, ani przyjacielski ani zimny... jestem gdzieś pomiędzy przeciwieństwami. Nagle .... Ka-boom olśnienie i dochodzę do wniosków, które mnie albo przerażą albo rozweselą... albo zmienią albo zostawią bez skazy. Dziś miało to miejsce w swojej czystej postaci. Jak sobie pomyślę ile zbiegów okoliczności doprowadza mnie do tego aby dojść do danych wniosków i przyjąć na klatę czynnik, który do nich prowadzi coraz częściej dochodzę do wniosku, że światem musi coś kierować. Nie wiem kto, nie wiem po co jednak ciężko uwierzyć mi w to, że jest to dziełem zwykłego przypadku, ponieważ liczba osób, które musiały uczestniczyć w tej ścieżce do ,,oświecenia" i zadziwiająca liczba zbiegów okoliczności jest wprost nie do zaakceptowania przez mój logiką posługujący się umysł. Coraz częściej uświadamiam też sobie, że działamy w zgodzie z jakimś niepisanym planem,którego nikt nie jest w stanie pojąć, ani przewidzieć. Zastanawiam się ile osób ja doprowadziłem do zmian w życiu na lepsze lub na gorsze. Zwykłym uśmiechem, skinieniem głowy, zwykłym ,, Dobranoc" ,czy też zwykłym ,,nie przejmuj się będzie dobrze" Jakbyśmy wszyscy byli ze sobą połączeni w jakiejś nieskończonej sieci w, której wszystko jest od siebie zależne. Ile rzeczy musiało się zdarzyć?? Ilu ludzi narodzić?? ILe kłamstw musiało paść?? Ile prawdy musiało zostać ujawnione? I wszystko po to abym w danym momencie zaszufladkował w umyśle sobie jakąś koncepcje bądź emocje i w innym odległym czasie ją skojarzył i odtworzył, aby zmienić poglądy i spojrzenie na świat. Wszystko jest takie jakie się wydaje dopóki nie zmieni się swoich różowych okularów.......
wtorek, 4 czerwca 2013
szczęście w bezbolesności
W styczniu a dokładnie 11.01.2013 zmieniło się moje życie. Jak przy wszystkich zmianach nie spodziewałem się jej w najmniejszym stopniu. Jedna chwila...... jedna sekunda i nic już nie było takie samo. Wiele razy próbuje znajdować plusy w tym co się stało, aczkolwiek niekiedy graniczy to z niemożliwością. Niekiedy wracam myślami do tego dnia i mimo, że minęło niemalże pół roku wszystko jest tak żywe i pełne towarzyszących wtedy mi uczuć, że przeżywam to codziennie na nowo. 11.01.2013 wstaje o godzinie jedenastej i czuje niepokój tak potężny że wręcz paraliżujący. Wiele razy tak miałem, więc najzwyczajniej w świecie to olałem, albowiem uznałem, że nie warto zagłębiać się w coś co nie ma żadnej najmniejszej przyczyny. Kąpiel, śniadanie, czyszczenie auta niby wszystko to samo co robię przed wyjazdem do Wrocławia z rodzinnego domu, ale to przeczucie, że wszystko co robię doprowadza do katastrofy. Cóż czym się przejmować przecież czyszczenie auta ani żadna z pozostałych czynności jakie wykonywałem nie może mi w najmniejszym stopniu zaszkodzić. Wszystko gotowe ruszam w drogę!!! Jest właśnie godzina 14.00. Jak zawsze zanim wyruszę we właściwą drogę wstępuje do mojej mamy, która pracuje w sklepie aby się pożegnać.
- Cześć synku może kawy przed drogą???
-Chętnie- odpowiedziałem zapatrzony w jeden punkt i pielęgnujący w sobie doznane wcześniej przeczucie
-Coś Ty taki nieobecny. Stało się coś??
- Nie mamo nic się nie stało...... Po prostu bardzo nie chce mi się wracać do Wrocławia
Mama nic nie odpowiedziała tylko zamyśliła się głęboko. Ok czas na właściwą trasę, czas ruszać!! Jest godzina 15.00. Było bardzo zimno. Pogoda nie sprzyjała podobnym podróżom. Mżawka marznąca na ziemi tworzyła coś na rodzaj lustra na jezdni.
- Dam radę nie takie warunki na drodze już miałem i zawsze docierałem do celu- pomyślałem.
Większość drogi pokonałem bez przeszkód. Pusta droga nikt się nie wypuszczał na taką pogodę. Zatrzymałem się na stacji benzynowej gdzieś na wysokości ostrowa Wielkopolskiego, żeby napić się kaw..... Znów to cholerne przeczucie. Zaraz coś się stanie......
- Ale co może mi się stać tyle drogi mam już za sobą. Został mi już ostatni półmetek. Mam nadzieje, że do wieczora to minie. Musze się wyspać jutro ciężki dzień na uczelni.
Godzina 18.20. Jestem już na obwodnicy Wrocławia. Telefon.
- Siemano
-Siema co tam?
- Jesteś już we Wrocku?
-No zaraz będę zjeżdżać z obwodnicy..
-Ty przyjechał byś po mnie do pracy bo na dworze piździ niemiłosiernie. Zanim dojedzie ten autobus to zamarznę
- Ok spoko to skoczymy na jakiegoś śmierdziela ( Mcdonald) bo strasznie głodny jestem
- No to czekam
- Ok do zobaczyska
Godzina 18.35 wjeżdżam na ulicę Długą. Pierwsze co zauważyłem, że auta jadą z 30 km/h i nie mogą utrzymać się na drodze.... sam miałem nie małe trudności.
-Ale dzisiaj będzie wypadków- ,pomyślałem
I wtedy to się stało. Spojrzałem w bok i dostrzegłem auto, które leciało bokiem prosto na mnie. Szybka kalkulacja. Nie zjade na bok bo krawężnik jest za wysoki. Nie zahamuję ostro bo wtedy auto za mną nie wyrobi się i jeszcze mnie dobije. jedyna moja szansa to przyśpieszyć Szybciej szybciej!!! Koła obracają się w miejscu..... odjechałem może z pół metra do przodu. Ka-boom..... uderzył we mnie tak mocno, że moja głowa niemalże znalazła się na siedzeniu pasażera. Ka-boom.... Drugie uderzenie było o krawężnik. Wtedy z pozycji przy siedzeniu pasażera rzuciło mnie w drugą stronę i uderzyłem potężnie głową w szybę. Auto sprawcy obróciło się o 180 stopni i auto, które chciałem ratować unikając gwałtownego hamowania stało już roztrzaskane przez uderzenie czołowe. Ciemno przed oczami.
-Musze wysiąść z tego auta.... jak najszybciej muszę wysiąść!!!!
Wysiadam i pierwsze co to wywracam się na śliskiej nawierzchni. Oszołomiony cały czas nie docierało do mnie co się stało. Dlaczego tu leże??? Dlaczego leżę na pierdolonej ulicy?? Jest tak zimna..... Tak bardzo zimna. Dlaczego widzę świat jakby wirował?? Dlaczego on tak kurewsko wiruje. Ktoś do mnie podbiega coś krzyczy, ale dla mnie to tylko plątanina dźwięków.
-Nie nie nic mi nie jest- odpowiadam z automatu. Patrze na auto za mną, którym przed chwilą jechałem.... Roztrzaskany cały bok, koła skrzywione jakby miały koślawość.
- Kurwa dlaczego? To mi jest wcale nie potrzebne... Nie chce tego!!! Tak bardzo tego nie chce.... -Taki dialog co chwila pojawiał mi się w głowie
Z auta za mną wyczołgała się kobieta. Płakała, krzyczała i wymiotowała na zmianę.
- Wezwał ktoś policję?? karetkę?? - słyszę dźwięki wydobywające się z moich ust. Mój umysł pracował normalnie i jednocześnie nie mógł ogarnąć całej sytuacji.
- Tak już zadzwoniliśmy. Zaraz powinni być- słyszę w odpowiedzi.
- To dobrze to bardzo dobrze.... - Nie potrafiłem wyrzucić z siebie nic więcej
Mariusz dzwoni do mnie 10 raz.
-Halo??
- Gdzie Ty jesteś zamarzam!!
-Mario jestem na Długiej chyba miałem wypadek. Przyjedź tu błagam. Nie wiem co robić.....
- Dobra czekaj tam zaraz będę
-Nigdzie się stąd nie ruszę choćbym chciał.....
-Zaraz będę
Przyjeżdża karetka.
-Nic panu nie jest ?? głowa pana nie boli? nie ma pan zawrotów? nie ma pan mdłości??
-Nie nie nic mi nie jest. Trochę źle się czuje, ale kto by się nie czuł po czymś takim??
-Dobrze jakby się panu coś działo to proszę się zgłosić do najbliższego szpitala lub placówki zdrowotnej
- Zaręczam, że się zgłoszę jeśli coś będzie nie tak.
Widzę Mariusza zmierzającego w moją stronę
-Ja pierdole misiek Ty to się zawsze w coś wpierdolisz!!
-Wcale mnie nie pocieszasz w tym momencie
-Ale swoją drogą dostaniesz ładne odszkodowanie za to- powiedział przyglądając się mojemu autu.
- Taaaa zajebiście- odrzekłem zrezygnowany
Policja przyjechała po 4 godzinach. Podobno byliśmy ostatnią kategorią wypadku bo nie było ofiar śmiertelnych.... Po prostu super..... Laweta dom. Godzina 02.00. Kłade się do łóżka. Chciałem już tylko się położyć i zasnąć. Mój żołądek nagle zaczął wyrzucać z siebie wszystko co tylko miał. Ból szyii zaczynał się robić nie do zniesienia.... Płakałem i modliłem się żeby to się już skończyło
-Nie chce tego cholernego bólu!!! Nie chce!!!- jednak jak to ból..... nie posłuchał.
07.00 następnego dnia .Idę na uczelnie może tam skupie się na czymś innym i zapomnę o tym pierdolonym bólu.Wchodzę na uczelnie. Pierwsze co zrobiłem to zwymiotowałem w toalecie. Mój rok patrzy na mnie podejrzliwie.
-uuuuu co ostry piątek był???/
-miałem wypadek- wybąkałem z siebie powstrzymując się od mdłości....
- Co?? jaki wypadek??
-odwieście mnie do szpitala ..... błagam....
Nie zastanawiali się długo chwila moment znalazłem się w szpitalu. Wyrok brzmiał : Skręcenie i naderwanie szyi. Potem okazało się że na każdym odcinku odcinka szyjnego są wypukliny, które uciskają na nerwy i naczynia krwionośne. Operacja jednak nie wchodziła w grę, a jedynie rehabilitacja. Dziś jestem przed 5 rehabilitacją z rzędu bez wyraźnej poprawy. Ból jest nie do wytrzymania. Jeszcze bardziej boli ułomność i brak możliwości aktywności fizycznej, połączonej z przybieraniem masy ciała. Czasami brzydzę się sobą. Ciężko powstrzymać się od wylewania łez i udawania że jest normalnie, kiedy nie śpi się spokojnie od pół roku i patrzy jak znajomi się odsuwają bo nie mogę robić to co oni. Ciężko zrozumieć dlaczego, kiedy tylko brak bólu daje mi jakąkolwiek nadzieje on wraca ze strojoną siłą.. Trudno zrozumieć dlaczego nikt nie potrafi mi powiedzieć czy to kiedykolwiek się skończy. Trudno żyć z niepewnością i ciągłym bólem przez niemalże pół roku. Najtrudniej jest patrzeć na minę ludzi kiedy chcę znów to opowiedzieć jak mi źle, a oni patrzą się i słuchają z przymusu z miną jakby oglądali 10 raz ten sam film.
-,,Życie polega na doświadczaniu" .powiedział ktoś mądry, lecz jeśli na tym polega jak znaleźć w tym jakikolwiek sens?? Czy stanę się przez to silniejszy?? mądrzejszy?? poważniejszy? Tak ciężko odnaleźć tu plusy i powstrzymać się od narzekania. Jednak odnajduje w tym nowe pojęcie szczęścia.... Szczęście to dla mnie po prostu brak bólu tak i odczuwanego jak i zadawanego......
- Cześć synku może kawy przed drogą???
-Chętnie- odpowiedziałem zapatrzony w jeden punkt i pielęgnujący w sobie doznane wcześniej przeczucie
-Coś Ty taki nieobecny. Stało się coś??
- Nie mamo nic się nie stało...... Po prostu bardzo nie chce mi się wracać do Wrocławia
Mama nic nie odpowiedziała tylko zamyśliła się głęboko. Ok czas na właściwą trasę, czas ruszać!! Jest godzina 15.00. Było bardzo zimno. Pogoda nie sprzyjała podobnym podróżom. Mżawka marznąca na ziemi tworzyła coś na rodzaj lustra na jezdni.
- Dam radę nie takie warunki na drodze już miałem i zawsze docierałem do celu- pomyślałem.
Większość drogi pokonałem bez przeszkód. Pusta droga nikt się nie wypuszczał na taką pogodę. Zatrzymałem się na stacji benzynowej gdzieś na wysokości ostrowa Wielkopolskiego, żeby napić się kaw..... Znów to cholerne przeczucie. Zaraz coś się stanie......
- Ale co może mi się stać tyle drogi mam już za sobą. Został mi już ostatni półmetek. Mam nadzieje, że do wieczora to minie. Musze się wyspać jutro ciężki dzień na uczelni.
Godzina 18.20. Jestem już na obwodnicy Wrocławia. Telefon.
- Siemano
-Siema co tam?
- Jesteś już we Wrocku?
-No zaraz będę zjeżdżać z obwodnicy..
-Ty przyjechał byś po mnie do pracy bo na dworze piździ niemiłosiernie. Zanim dojedzie ten autobus to zamarznę
- Ok spoko to skoczymy na jakiegoś śmierdziela ( Mcdonald) bo strasznie głodny jestem
- No to czekam
- Ok do zobaczyska
Godzina 18.35 wjeżdżam na ulicę Długą. Pierwsze co zauważyłem, że auta jadą z 30 km/h i nie mogą utrzymać się na drodze.... sam miałem nie małe trudności.
-Ale dzisiaj będzie wypadków- ,pomyślałem
I wtedy to się stało. Spojrzałem w bok i dostrzegłem auto, które leciało bokiem prosto na mnie. Szybka kalkulacja. Nie zjade na bok bo krawężnik jest za wysoki. Nie zahamuję ostro bo wtedy auto za mną nie wyrobi się i jeszcze mnie dobije. jedyna moja szansa to przyśpieszyć Szybciej szybciej!!! Koła obracają się w miejscu..... odjechałem może z pół metra do przodu. Ka-boom..... uderzył we mnie tak mocno, że moja głowa niemalże znalazła się na siedzeniu pasażera. Ka-boom.... Drugie uderzenie było o krawężnik. Wtedy z pozycji przy siedzeniu pasażera rzuciło mnie w drugą stronę i uderzyłem potężnie głową w szybę. Auto sprawcy obróciło się o 180 stopni i auto, które chciałem ratować unikając gwałtownego hamowania stało już roztrzaskane przez uderzenie czołowe. Ciemno przed oczami.
-Musze wysiąść z tego auta.... jak najszybciej muszę wysiąść!!!!
Wysiadam i pierwsze co to wywracam się na śliskiej nawierzchni. Oszołomiony cały czas nie docierało do mnie co się stało. Dlaczego tu leże??? Dlaczego leżę na pierdolonej ulicy?? Jest tak zimna..... Tak bardzo zimna. Dlaczego widzę świat jakby wirował?? Dlaczego on tak kurewsko wiruje. Ktoś do mnie podbiega coś krzyczy, ale dla mnie to tylko plątanina dźwięków.
-Nie nie nic mi nie jest- odpowiadam z automatu. Patrze na auto za mną, którym przed chwilą jechałem.... Roztrzaskany cały bok, koła skrzywione jakby miały koślawość.
- Kurwa dlaczego? To mi jest wcale nie potrzebne... Nie chce tego!!! Tak bardzo tego nie chce.... -Taki dialog co chwila pojawiał mi się w głowie
Z auta za mną wyczołgała się kobieta. Płakała, krzyczała i wymiotowała na zmianę.
- Wezwał ktoś policję?? karetkę?? - słyszę dźwięki wydobywające się z moich ust. Mój umysł pracował normalnie i jednocześnie nie mógł ogarnąć całej sytuacji.
- Tak już zadzwoniliśmy. Zaraz powinni być- słyszę w odpowiedzi.
- To dobrze to bardzo dobrze.... - Nie potrafiłem wyrzucić z siebie nic więcej
Mariusz dzwoni do mnie 10 raz.
-Halo??
- Gdzie Ty jesteś zamarzam!!
-Mario jestem na Długiej chyba miałem wypadek. Przyjedź tu błagam. Nie wiem co robić.....
- Dobra czekaj tam zaraz będę
-Nigdzie się stąd nie ruszę choćbym chciał.....
-Zaraz będę
Przyjeżdża karetka.
-Nic panu nie jest ?? głowa pana nie boli? nie ma pan zawrotów? nie ma pan mdłości??
-Nie nie nic mi nie jest. Trochę źle się czuje, ale kto by się nie czuł po czymś takim??
-Dobrze jakby się panu coś działo to proszę się zgłosić do najbliższego szpitala lub placówki zdrowotnej
- Zaręczam, że się zgłoszę jeśli coś będzie nie tak.
Widzę Mariusza zmierzającego w moją stronę
-Ja pierdole misiek Ty to się zawsze w coś wpierdolisz!!
-Wcale mnie nie pocieszasz w tym momencie
-Ale swoją drogą dostaniesz ładne odszkodowanie za to- powiedział przyglądając się mojemu autu.
- Taaaa zajebiście- odrzekłem zrezygnowany
Policja przyjechała po 4 godzinach. Podobno byliśmy ostatnią kategorią wypadku bo nie było ofiar śmiertelnych.... Po prostu super..... Laweta dom. Godzina 02.00. Kłade się do łóżka. Chciałem już tylko się położyć i zasnąć. Mój żołądek nagle zaczął wyrzucać z siebie wszystko co tylko miał. Ból szyii zaczynał się robić nie do zniesienia.... Płakałem i modliłem się żeby to się już skończyło
-Nie chce tego cholernego bólu!!! Nie chce!!!- jednak jak to ból..... nie posłuchał.
07.00 następnego dnia .Idę na uczelnie może tam skupie się na czymś innym i zapomnę o tym pierdolonym bólu.Wchodzę na uczelnie. Pierwsze co zrobiłem to zwymiotowałem w toalecie. Mój rok patrzy na mnie podejrzliwie.
-uuuuu co ostry piątek był???/
-miałem wypadek- wybąkałem z siebie powstrzymując się od mdłości....
- Co?? jaki wypadek??
-odwieście mnie do szpitala ..... błagam....
Nie zastanawiali się długo chwila moment znalazłem się w szpitalu. Wyrok brzmiał : Skręcenie i naderwanie szyi. Potem okazało się że na każdym odcinku odcinka szyjnego są wypukliny, które uciskają na nerwy i naczynia krwionośne. Operacja jednak nie wchodziła w grę, a jedynie rehabilitacja. Dziś jestem przed 5 rehabilitacją z rzędu bez wyraźnej poprawy. Ból jest nie do wytrzymania. Jeszcze bardziej boli ułomność i brak możliwości aktywności fizycznej, połączonej z przybieraniem masy ciała. Czasami brzydzę się sobą. Ciężko powstrzymać się od wylewania łez i udawania że jest normalnie, kiedy nie śpi się spokojnie od pół roku i patrzy jak znajomi się odsuwają bo nie mogę robić to co oni. Ciężko zrozumieć dlaczego, kiedy tylko brak bólu daje mi jakąkolwiek nadzieje on wraca ze strojoną siłą.. Trudno zrozumieć dlaczego nikt nie potrafi mi powiedzieć czy to kiedykolwiek się skończy. Trudno żyć z niepewnością i ciągłym bólem przez niemalże pół roku. Najtrudniej jest patrzeć na minę ludzi kiedy chcę znów to opowiedzieć jak mi źle, a oni patrzą się i słuchają z przymusu z miną jakby oglądali 10 raz ten sam film.
-,,Życie polega na doświadczaniu" .powiedział ktoś mądry, lecz jeśli na tym polega jak znaleźć w tym jakikolwiek sens?? Czy stanę się przez to silniejszy?? mądrzejszy?? poważniejszy? Tak ciężko odnaleźć tu plusy i powstrzymać się od narzekania. Jednak odnajduje w tym nowe pojęcie szczęścia.... Szczęście to dla mnie po prostu brak bólu tak i odczuwanego jak i zadawanego......
sobota, 1 czerwca 2013
Wszyscy noszą maski
Niechybnie zbliżył się do nas kolejny ewent kościelny połączony z dniem ustawowo wolnym od pracy zwany Bożym Ciałem. Jeśli ktoś znajduje się w podobnej sytuacji do mojej zapewne udał się do domu rodzinnego uciekając od natłoku studiów i pracy, albowiem tak mówi tradycja aby udać się do domu. Typowy świąteczny dzień........ Jedni całymi rodzinami udają się do kościoła, inni z kolei czczą go przy wspólnym obiedzie bądź grzejąc kanapę oglądając telewizje, zależy od typowych wzorców zachowań, które panują w danej rodzinie. Wychodząc z moim młodszym bratem zapalić jak to mamy w zwyczaju często opowiadamy sobie anegdoty z życia codziennego. Jednak po każdej opowieści w oczach słuchacza, kiedy słyszy co druga osoba wyprawiała nie dowierza. Tak jakbyśmy oboje znów widzieli się codziennie i znali się na tyle dobrze, że to co się opowiada po prostu nie pasuje. Wtedy właśnie zauważyłem zadziwiające zjawisko, które wówczas zaszło. W terminarzu pojęć psychologicznych ponoć podobne olśnienie jest zwane ,,błyskiem". Jest to uczucie odkrycia czegoś nowego w rzeczy lub czynności, którą wykonujesz codziennie, lecz nie dostrzegasz jej właściwych wartości czy interpretacji. W każdym razie doszedłem wówczas do następujących wniosków: każdy niezależnie od tego jaki jest zjeżdżając do domu i topiąc się w rodzinnej atmosferze zmienia maskę..... Zmienia się. Czy to prezes firmy, czy przeciętny szary wyjadacz chleba jak ja zmienia się nagle w kogoś innego. Udając się do domów przybieramy swoją funkcję i staramy się odegrać dobrze swoją rolę. Rolę brata, syna, siostry, wnuczka, chrześniaka i choćby kłóciło się to z wszelkimi przekonaniami jakie tak dobrze pielęgnujemy w swoich głowach co dzień przekraczając ten magiczny próg znów stajemy się tym kim byliśmy opuszczając go. Oczywiście mogliśmy się zmienić to normalne, jednakże gramy kogoś z różnych powodów. Nie zawieść rodziców, zagłębić się we wspomnieniach, by poczuć, że to rodzina jaką zapamiętaliśmy z tej lepszej strony, to jedne z główniejszych powodów. Jakby się głębiej nad tym zastanowić, która maska jest tą prawdziwą? Tą, którą zakładamy do pracy, do domu, do dziewczyny, na imprezę, wśród znajomych?? Nasz charakter i zachowanie nigdy nie było i nigdy nie będzie statyczne. Bycie sobą w każdej sytuacji byłaby to naprawdę wielka sztuka, bo niestety nie wszystkie wartości i przekonania są przeznaczone do każdego środowiska jakie nas otacza. Pisząc ten post sam się głęboko zastanawiam czy tylko noszę maskę czy to moje prawdziwe ja go napisało?? Pozostawiam do rozważenia w sobie ;)
wtorek, 28 maja 2013
Piętno egoizmu
Okrucieństwo tkwi w każdym z nas. Żyjąc w naszym świecie i obserwując poczynania naszego małego społeczeństwa trudno mi podważyć w głowie, czy też wytłumaczyć sobie że jest inaczej..... Karmimy się nim nieustannie, poszukujemy go, wręcz nawet porzekadła powszechnie używane gruntują nas w tym, że nie da się żyć inaczej. Ciągle słyszymy ,,Nie przejmuj się inni mają gorzej" , ,,Nie rób niczego wbrew sobie" .... Wszystko pięknie ładnie, miód, cud i orzeszki. Piękne, wyniosłe i zgodne z moralnymi i etycznymi frazesami ale..... zawsze jest jakieś ale..... Wszystko to skupia się w okół egoizmu i krąży nad nim niczym sęp nad padliną.
- ,,Nie przejmuj się inni mają gorzej" - jak przedziwni są ludzie i ich pomysły na zapewnienie sobie błogostanu. Sama myśl że ktoś może mieć bardziej przejebane od Ciebie już jest swojego rodzaju pocieszeniem, a jeśli ta osoba żyje obok Ciebie i widzisz jej stan tym bardziej czujesz duchowe oczyszczenie. Pytam się jakiem tu siedzę: Gdzie tutaj empatia i współczucie? Coraz częściej słyszę od różnych osób ,,Nie przejmuj się my nie mamy jeszcze tak źle zobacz jak w Afryce albo w Korei mają przesrane" druga osoba uśmiecha się do swojego pocieszyciela i odpowiada ,,tak w sumie nie mamy tak źle" i jest lepiej bo zaczynamy doceniać to co tak naprawdę mamy a co innym zostało odebrane. Nawet przez myśl nikomu nie przejdzie, że daje nam pocieszenie to, że ktoś nie ma co jeść, gdzie spać , a co najgorsza po co żyć. Tak tak tacy jesteśmy pocieszamy się patrząc na dzieci z porażeniem umysłowym że nasze są tylko niegrzeczne...... To takie ludzkie. Dlatego o niebo lepszym powiedzeniem jest ,,Nie przejmuj się zawsze mogło być gorzej"
- ,,Nie rób niczego wbrew sobie" powtarzane nam od dzieciństwa. Nie wiem jak zacząć komentować to powiedzenie...... Po prostu mam inną teorie na temat robienia czegoś wbrew sobie. Bo nie oszukujmy się życie i bycie dobrym człowiekiem polega na ciągłej walce ze sobą, a największą walką jest bycie sobą a jednocześnie nie wyrządzanie krzywdy drugiemu człowiekowi. To powiedzenie również można by zmienić na bardziej odpowiednie ,,nie rób niczego wbrew sobie i wbrew innym" Bo inaczej ,Nie rób niczego wbrew sobie " nabiera zupełnie innego znaczenia..... Chcesz mordować??? Morduj!!! , Nie chce Ci się pracować?? Nie pracuj!!, Ktoś zasłużył na nauczkę?? Pragniesz zemsty?? Skrzywdź go!! Chce Ci się seksu ale nikt go nie chce z Tobą uprawiać?? Zgwałć kogoś!!
Wszystko co komuś powtarzamy jak mantrę ma niestety swoje konsekwencje. Wszystko zależy od interpretacji. Ktoś by powiedział ,,ale przecież to tylko słowa" ja bym powiedział ,,to są aż słowa". Przekładają się na to kim jesteśmy i jak postępujemy. Każdy żyje wg swojego wewnętrznego ,,ja" , a ono kształtuje się na podstawie tego co usłyszymy i uznamy za swoje wewnętrzne wartości. Ni mniej ni więcej jesteśmy zlepkiem różnych sekwencji które usłyszeliśmy, zrobiło na nas wrażenie i uznaliśmy za naszą wewnętrzną wartość. Dlatego tak ważne jest aby wiedzieć co się mówi i w jakim celu. Takie małe pozornie rzeczy wpływają na to jak wygląda dziś nasze życie. Egoizm kieruje nami martwimy się tylko o siebie i zostawiamy za sobą zgliszcza osób, które nam kiedy zaufały. Wchodzimy do sieci i śmiejemy się, kiedy oglądamy filmik o osobie która się wywróciła na rowerze bądź doznała innych okaleczeń z racji nieszczęśliwego wypadku. Bawi nas to do łez. Czy przez to stajemy się złymi ludźmi?? To również zależy jak wszystko od interpretacji. Moim skromnym zdaniem bycie dobrym człowiekiem to codzienna walka o jednoczesne życie w zgodzie ze sobą i nie krzywdzenie innych. Jak napisał Stephen King w swojej książce ,,zabijanie dla pokoju jest jak pieprzenie się dla cnoty" Kto ma słuchać niech słucha kto nie niech chociaż to przemyśli ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)